Strona Główna
Biografia
Dyskografia
Wywiady
Recenzje
Teksty
Fotografie
Tabulatury
Download
M P 3
Linki

FanClub
Sklepik
IRC

Forum
Księga Gości
Kontakt



..:]  W   ywiady[:..


A DEEPER KIND OF SLUMBER



10 Kwietnia 1997

Centrum handlowe w Dortmund jest całkowicie przepełnione ludźmi tego popołudnia. W tym słonecznym dniu tysiące ludzi zebrało się w centrum miasta, aby świętować spotkanie piłkarskie, które ma odbyc się wieczorem na stadionie. Powietrze jest gorące, zapach piwa unosi się wokoło. Zespoły grające na scenie (głównie brytyjskie, uszczęśliwiają kibiców Menchester) są za głośne, a policjanci, których jest pełno, nerwowo stoją.
Po stoczonej bitwie, aby się przedostać na drugą strone, stajemy w biurze. Jest tam spokojnie, a cichy Johan Edlund siedzi w kącie przy stole, obserwuje nas gdy siadamy. Słońce już prawie zaszło, ale jego promienie jeszcze prześwitują przez szyby okien, wypełniając pokój ciepłym światłem. I kiedy nadszedł wieczór, weszliśmy w głębszy rodzaj drzemki (deeper kind of slumber)

Rozpoczynając od nowego albumu, chciałbym porozmawiać o jego technicznej stronie, która wydaje się być bardzo interesująca. Użyłeś wiele techniki na tej płycie i skupiłeś się na technicznych rozwiązaniach, które oferowało studio, dlatego też myślę, że jest to, w Twoim przypadku, nowe podejście.
Johan: Tak, to jest właśnie główna różnica pomiędzy nagraniami z "a deeper..." a przed ostatniej płyty, stało się tak ponieważ zbudowałem sobie w domu małe studio, kupiłem masę sprzętu z którym mógłbym pracować, samplery, syntezatory, komputery i takie tam. Dlatego piosenki powstawały w moim domowym studio, próbując ich wszelkie warianty właśnie w domu, to dało mi możliwość eksperymentowania z nimi, mogłem stworzyć utwór który bazował na dziwnych dźwiękach, nie zawsze typowych dla "rockowych utworów", przez np. dodawanie nowych akordów. Jest jedna taka piosenka, właściwie to głowna jej część to gitarowy podkład w tle, i jeśli nic nie przychodzi do głowy, możesz skończyć na tym jeśli ci odpowiada, a później dokończyć. Bardzo mi się to podobałp. Jestem świrem jeśli chodzi o stronę techniczną, uwielbiam siedzieć po nocach w domu przed komputerem, a jest to o wiele łatwiejsze niż pracowanie z żywimi ludźmi.

Tak, właśnie takie wrażenie mam po przesłuchaniu tego albumu, typowe instrumenty, jak np. gitarym, bas, perkusja są cofnięte w tło, a dominuje atmosfera, to jest chyba pierwsze wrażenie jakie pozostaje po przesłuchaniu płyty.
Johan: Hmm, myślę, że jest wiele wątków, poprzez które czuje się ten zespół, na przykład kiedy improwizujemy, ale staraliśmy się połączyć te dwa różnie elementy i myślę, że takie podejście czyni nasze dźwięki nowoczesnymi.

Jak powiedziałeś, miałeś inne podejście kiedy zacząłeś pisać płytę. Jak się ono zmieniło?
Johan: Więc, nie mięliśmy miejsca prób przez bardzo długi czas, nie lubię jeździć metrem na miejsce próby - wiesz - być w tym małym pokoju bez okien i stać i próbować porozumieć się z resztą zespołu i kłotnie, kompromisy... Lubię budzić się rano i mieć studio dwa metry od łóżka, po prostu wszystko włączyć, napić się kawy i zobaczyć czy coś dzisiaj da się z tym zrobić, wiesz, zagrać coś. To pozwala mi skupić się na samych dźwiękach i może aranżowanie utworów jest troche inne. Ale to właśnie czyni nagranie bardziej osobistym, pozwoliło mi to przelać uczucia, wiesz, siedzisz sam w domu i nagrywasz własne myśli. przychodzi mi to łatwo. Mam telefon niedaleko studia, więc mogę siedzieć przy telefonie rozmawiając z kobietą, sprzeczać się z nią, a potem rzucić słuchawką i rozpocząć pracę. Siedzę w studio, więc to się zaczyna od telefonu, a kończy na sercu. To całkiem proste.

Więc teraz- chyba bardziej niż na innych albumach- jest to część ciebie, poprostu ty, inna atmosfera. Chodzi mi o to, że kiedy idziesz na próbę z zespołem, zamykasz drzwi i wszystko pozostawiasz za nimi, żadnego problemu.
Johan: Powstrzymujesz się, kiedy musisz się dogadać z ludźmi z zespołu, a teraz siedzę sam i się z nikim nie widzę. Głównie pracowałem w domu, około roku. Oczywiście nie zajmowałem się tym przez cały czas, ale kiedy już pracowałem nie mogłem myśleć o tym co sobie inni pomyślą o płycie, nie mogłem się wstrzymywać. Nie martwiło mnie nawet to czy inni będą jej słuchać. Otworzyłem się całkowicie przed sobą, coś jak na terapii u psychologa, a teraz daję to publiczności i dlatego ta płyta tak bardzo jest skierowana na moje uczucia. Nie wiem cy to źle, czy dobrze, ale w ten sposób musiałem to zrobić i chyba była to jedyna droga, aby być z płyty zadowolony, a wtedy może ktoś ten materiał również polubi.

Czy pisanie o osobistych sprawach i prezentowanie ich publiczności jest dla ciebie proste? I czy trudniej było nagrać tą płytę?
Johan: To absolutnie żaden problem. Muszę być szczery z samym sobą. Jestem daleko od przemysłu i cywilizacji kiedy piszę utwór, wtedy jestem daleki od bycia członkiem zespołu. Mam własne życie w Szwecji i następuje moment w którym muszę się zdecydować, czy to co tkwi we mnie chcę pokazać innym, ale to już nie jest dla mnie problem. Zrobiłem to już wcześniej. Nie obchodzi mnie to czy ludzie będą krytykować moje uczucia, wiesz, to już nic nie zmieni. Jestem zbyt egocentryczny, aby słuchać to co inni ludzie myślę, że wiedzą o mnie. Dlatego to nigdy nie ma wpływu na brzmienie płyty, postanowiłem być szczery - cokolwiek to znaczy - nawet jeśli ludzie pomyślą, że jest to patetyczne. W ten sposób to robię. Muszę również okazywać słabości, nie mogę udawać kogoś kim nie jestem, w przeciwieństwie do wielu innych zespołów. Oni próbóją się za czymś ukryć, a ich piosenki wydają się być sposobem, aby wyglądać w oczach innych na lepszego. Ale tek nie jest.... to by mi nic nie dało. Robię to, aby pozbyć się swoich własnych problemów, wtedy nie mogę samego siebie okłamywać.

Wspomniałeś o mediach. Pytanie jest czy potrafisz coś skrytykować co tkwi głęboko w tobie?
Johan: Mam na myśli to, że ludzie zrobią to z pewnością, ale to mnie czyni silniejszym, ponieważ oni starają się krytykować część mnie bez poznania mojej osoby, wtedy myślę: "Dlaczego miałbym się tym przejmować?", to głupia rzecz, wierzyć, że zna się kogoś przez słuchanie jego muzyki (nawet bardzo długo). To jest skońconym kretynizmem

Chciałem porozmawiać o muzykach, którzy brali udział w nagraniu tej płyty. Czy zapraszałeś gości na nagranie, słychać tam indiańskie instrumenty i organy. Jak poinformowała mnie wytwórnia, nie ma w zespole keyboardzisty, przynajmniej nie napisano o nim w info.

Johan: Nie, nie wiem czemu tego nie zrobili. Bardzo mnie to rozczarowało, gdyż to co głownie robiłem na tej płycie to właśnie praca z keyboardami i komputerem, a oni o tym nie napisali, to głupie. Właściwie moim głównym instrumentem stały się właśnie organy, a nie gitara. Może nie wspomnieli o tym, bo wyobrażają sobie nas z innym keyboardzistą na koncertach. To by nic nie zmieniło. Zresztą jest tu wielu muzyków zaproszonych przeze mnie na nagranie tej płyty. Mamy obój, flet i inne instrumenty, mogliśmy sobie tym razem na to pozwolić. Samo nagrywanie wyglądało jak próba wskrzeszenie snu, mięliśmy kupę czasu w studio, a jesli poczuliśmy, że dobry by był w danym momencie flet to go aranżowaliśmy, to było wspaniałe przeżycie. Dla muzyka to komfortowa sytuacja.

Czy znałeś tych ludzi już wcześniej, czy zatrudniłeś ich tuż przed nagraniem?
Johan: Więc, nie, poprostu na nich wpadliśmy. W Woodhouse był inny zespół który coś nagrywał, a my ich zaprosiliśmy. Tak działo się ze wszystkim. Właściciel studia przyszedł do nas i powiedział: "A więc szukacie cytry?", wiesz, pożyczyć cytrę od kogoś, a on stwierdził "Mam profesjonalnego muzyka, który jest właśnie w studio". Pomyśleliśmy "Skoro on jest tutaj, to musi być w tym jakiś cel", więc zaprosiliśmy go. On stwierdził, że ma przyjaciela w Dortmundzie, który gra na flecie, Turek, niezły muzyk, więc my po raz kolejny zaprosiliśmy kogoś. Tak to się odbywało.

Sokoro nie znałeś tych ludzi to czy były jakies różnice miedzy tym co ty sobie wyobrażałeś, a oni zagrali?
Johan: Nie, właściwie nie, oni mięli nuty napisane przeze mnie i tylko je zagrali, oprócz improwizacji na "Four Leary" gdzie cytarzysta (od cytry - przyp. Sachmet) i flecista grali co im do głowy przyszło. Ale to było całkiem dobre, zapanowała atmosfera tego utworu, a ten Turek na flecie to był totalny świr, ciężko było go spraowadzić spowrotem na ziemię. Myślę, że to wypaliło.

Miałeś już chyba dość po zagraniu tego samego materiału 500 razy?
Johan: O tak. Chociaż wybierasz narzekanie i masz już dość ciagłego koncertowania, jednak zawsze jest sposób aby to zmienić, aby popracować nad tym. Czujemy się dobrze jako muzycy, może kilka dni spokoju podczas trasy, odpoczynek w miłch hotelach, gorąca kąpiel, zmiana kolejności utworów. To wszystko nie daje nam narzekać za bardzo. Dlatego też zawsze cieszymy się tym co robimy, w innym wypadku nierozsądnym byłoby występować na scenie. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić tego, że moglibyśmy stanąć na scenie i jednocześnie nienawidzieć tego, wiesz, jak publiczość mogłaby nas wtedy polubić? To jak się danego dnia czuliśmy, zawsze decydowało czy koncert był dobry, czy zły. Nawet gdby ludzie tego nie zauważyli, to napewno wyczuliby naszą niechęć.

Zawsze robisz dużo zmian w składzie, a ja zastanawiam się czy nie pragniesz mieć stabilnego zespołu, z członkami z którymi możesz się dzielić różnymi sprawami?
Johan: Mam zamiar pracować z ludźmi dopóki razem piszemy piosenki i aranżujemy je. Jednak chciałbym mieć stabilny skład oraz sytuację w której byśmy grali na żywo, we czwórkę. Myślę, że jestem teraz blisko takiego stanu, ale nie wiem, to nastąpi.... Mam na myśli, że granie razem na scenie sprawia nam przyjemność, skłamałbym gdybym się z tym nie zgodził. Są pewne problemy dla innych ludzi, aby po prostu być w zespole, dobrze grać i nie przejmować się resztą. Skład będzie się prawdopodobnie cały czas zmieniał, gdyż działo się tak dotąd, więc nie powinienem być zbytnim optymistą.

Czy masz problemy z wyrażaniem swojego podejścia i punktu widzenia, które są częścią Ciebie?
Johan: Hmm, sądzę, że to nie jest w ogóle dla mnie konieczne, ponieważ ja wcale nie chcę tego robić, a niektóry ludzie mówią mi, że gdybym lepiej się rozumiał z innymi, może mógłbym spojrzeć na niektóre rzeczy z innej perspektywy, a to jest ważne, aby mieć trochę krytycyzmu w stosunku do tego co się robi, nie byłbyś wtedy zbyt pewny siebie, mógłbyś spojrzeć na to z zewnątrz, objektywnie. Ja nie zgdzam się z tą opinią , gdyż jeśli coś robię i sprawia mi to radość, wtedy jest wszystko w porządku i nikt nie musi mi mówić, abym robił to coś inaczej. Muszę sam do tego dojść. Oczywiście, wszystko może być zrobione lepiej zdaniem innych ludzi, ale ja robię to dla siebie i to jest najważniejsze. Chciałbym wyrażać to co czuję, wydaje mi się trochę głupie mówienie, że można by to zrobić lepiej. Oczywiście wszystko można zrobić lepiej, mógłbym "zatrudnić" Yngwie Malmsteen'a jako gitarzystę, mógłbym mieć najlepszego perkusitę na świecie i mógłbym pozwolić, aby ktoś inny śpiewał moje teksty, ale to nie wyrażałoby moich uczuć. To jest ważna rzecz, nawet jeśli inni chcieliby mieć więcej wpływu - to dla mnie nie jest ważne. Chcę robić własne rzeczy, nawet jeśli nie mógłbym kogokolwiek do nich przekonać.

O to chodzi gdy grasz muzykę, wkładasz część siebie i dość często to się sprawdza w zespole. Potrzeba wspólnej "bazy", tego samego podejścia, jest to możliwe.
Johan: To zależy od tego co ma być zaakceptowane przez resztę i zgadzam się, w niektórych zespołach działa to bardzo dobrze. Na przykład, jesli masz zespół hardcore'owy i masz przekonania polityczne, które chcesz zawrzeć w swojej muzyce. W ten sposób jest łątwiej, skrzyknąć cztery osoby o tych samym podłożu politycznym. Ale kiedy ja opisuję przoblemy życiowe, stosunki międzyludzkie i tym podobne, myślę, że ciężko jest znaleźć trzy osoby, które aktualnie też miają kłopoty z kobietą. To byłoby wręcz niemożliwe.

A więc napisałeś piosenki samodzielnie?
Johan: Tak...

Wspomniałeś o oddziaływaniu czy krytyce, która pochodzi z zewnątrz, ale którą się nie przjmujesz. Chodzi mi o to, że producentem płyty był Dirk Draeger, ale niemiał on chyba zbyt dużego wpływu na utwory...
Johan: Hm, Dirk nie powinien był mieć żadnego wpływu na album, ale jest człowiekiem, który miał... przede wszystkim mamy te same gusta muzyczne i lubimy razem dyskutować o muzyce, naprawdę dobrze się w tym punkcie zgadzamy, więc było bardzo łatwo dojść do kompromisu. Praca szła znakomicie.

Wspominałeś, że mógłbyś zaprosić innych muzyków w trasę...
Johan: Nie zamierzamy woić ze sobą ludzi w trasę, ale jeśli zagramy na przykład w mieście z którego pochodą zaproszeni przeze mnie do nagrania płyty muzycy (cytrzysta i fleciarz - przyp. Sachmet) to sądzę, że poprosimy ich o zagranie z nami na scenie. Będziemy starali się być otwarci na to co się wydarzy.

Rodzaj "fatalnej (od fate=przeznaczenie- przyp. Sachmet) improwizacji"?
Johan: Yeah, dokładnie. To jest właśnie to co lubię w byciu muzykiem. Nie chcę aby to była praca, wiesz, robienie tego samego każdego dnia.

Jeśli chodzi o atmosferę, pierwsze albumy TIAMAT wiele się różnią od najnowszego. Ale prawdopodobnie twoje preferencje i wpływy muzyczne dzisiaj są podobne do tych, które miałeś na początku. Nie sądzę aby zmieniły się one z dnia na dzień, ale dlaczego decyzja nadeszła tak nagle: "Ok, teraz zrobię to, odłożę to i nie skupiam się na death metalowym wokalu"...
Johan: Ja tak naprawdę nie decydowałem, to się po prostu stało... Sądzę, że byłem pod wpływem podobnych czynników, nawet tych pierwszej płyty, ale wykorzystałem je w bardziej łagodny sposób, gdyż wiele się nauczyłem. Nauczyłem się jak przekazać coś, co chcę przekazać. Teraz wiem dużo o muzyce i zrozumiałem co mi się podoba w piosenkach. Na przykład, kiedy słyszę utwór, który mi się podoba, ja nie tylko go lubię, teraz potrafię powiedzieć co mi się w nim podoba, a co nie. Takie rzeczy... o których naprawdę nie wiedziałem parę lat temu, słyszałem piosenkę i nie wiedziałem dlaczego. Zobacz, teraz słysząc utwór mogę go rozłożyć na czynniki i wytłumaczyć dlaczego jest akurat taki dźwięk, wiesz, chyba mógłbym nawet powiedzieć jakich gitar używają. I wtedy jest o wiele łatwiej zdecydować co chce się zrobić. Kiedy coś słyszę w głowie, wiem jak to zagrać. Gdy słyszę gitarę, potrafię powiedzieć czy jest to Fender czy coś innego.

Dla mnie - ale jest to całkowicie subiektywne odcucie - na poprzedniej płycie ("Wildhoney" - przyp. Sachmet) było więcej złości, którą można było odczuć. Wydała mi się to być złość na ignorantów, zanieczyszczenie środowiska, itp. Zatem, czy ta złość zmieniała się lub zniknęła, czy nadal jesteś rozczarowany ludźmi...
Johan: Nie jestem rozczarowany ludźmi, ale mógłbym mieć problemy z ludzkością. Nie mam kłopotów z indywidualnymi osobami. Mam wiele szacunku dla indywidualistów, kiedy ich spotykam prawie zawsze akceptuję ich wartości i opinie, wiesz, wszystko jest w porządku. Kiedy ludzie stają się jedną wielką rzeczą, tłumem - nie chodzi mi o publiczność na koncertach, to jest zaszczyt dla mnie - wychodząc na ulicę w dużym mieście, widząc ich jako "nie indywidualistów", coś jak... wiesz, czuję wstręt do całego społeczeństwa i do tego jak wygląda ta planeta. Jest to przerażający widok.

Yeah, probably, you only have to look at what happens when people form a group, this so-called group dynamics. People with individuality probably react in a different way. But you have this crowd out there today, these football fans, you have them on the market place, for example. (tutaj wysiadam, mój angielski poległ na tej wypowiedzi :))
Johan: Dzisiaj? Co jest dzisiaj?

Mecz Ligi Mistrzów: Dortmund - Manchester United
Johan: Dzisiaj, tutaj w Dortmundzie?

Tak.
Johan: W takim razie jest tu dużo angielskich "huliganow". Nie wychodzę dzisiaj z domu!

Ale to jest tylko przykład. Kiedy wychodzisz na zewnątrz i widzisz ich zachowanie w grupie - część z nich chce się bić, część zaczepia innych ludzi, ale nie działo by się tek gdyby nie byliby w grupie. W każdym bądź razie- czy jest tam (na płycie) frustracja czy stagnacja?
Johan: Mógłbym być sfrustrowany, bo kiedyś się wszystko skończy. Ten album jest przepełniony smutkiem, gdyż zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę. To jest realistyczne podeście do sprawy. Chciałbym być optymistą w stosunku do tej planety, ale wtedy bym kłamałbym. Nie jestem i widzę to wszystko: rozpad, Ziemię, rzeczy we mnie. Ważną rzeczą w moim żyiu jest to, że nauczyłem się patrzeć na to, jakby to było coś piękniejszego, coś co tak naprawdę nie będzie miało miejsca. Śniłem o tym wszystkim co się nigdy nie wydarzy.

O czym śniłeś?
Johan: O typowych sprawach w życiu każdego, jak miłość itp. To jest... nie wiem, tak nigdy nie będzie jak ja to widziałem. I to jest frustrujące, że zdaję sobie z tego sprawę.

Zatem sądzisz, że w ludziach nie ma uczciwości?
Johan: Nie do końca. My (ludzie) ranimy się, okłamujemy. To jest złe, dlatego znalało się to na płycie. Nie jestem pewien, czy ktokolwiek jest zainteresowany tym facetem ze Szwecji, siedzącym w lesie, będącym pesymistą w stosunku do całego świata. Nie wiem dlaczego miało by to być rozrywką dla kogoś innego. Ale tak naprawdę, mogę opisać innym te uczucia i wiem, że nie jestem osamotniony w byciu życiowym realistą.

Dokładnie, o to właśnie chodzi. Nie słuchasz muzyki tylko dla rozrywki.
Johan: Nie, to nie jest płyta do zabawy, bezpośrednio. Sądzę, że ten album nie daję żadnej nadzieji, na nic. Wczoraj słychałem tej płyty, nie robiłem już tego od jakiegoś czasu, ale jadąc samochodem z Amsterdamu do Dortmundu wczoraj wieczorem, puściłem ją sobie i słuchałem jej jak zwykły odbiorca, wiesz, jak ktoś kto nie jest z nią zwiazany. Najważniejsze, spodobała mi się. Pomyślałem, że mógłbym pójść i sobię ją kupić. Ale poczułem się jakbym zaczął być... zacząłem rozmyślać o sobie, "Czy naprawdę jest tak źle?". Ale z drugiej strony myślę, że gdyby ludzie dzielili się swymi uczuciami, byliby o wiele szczęśliwsi. Gdybym usłyszał płytę, gdzie ktoś tłumaczy bliskie mi rzeczy i mógłbym się z nimi utożsamiać, czułbym się bardziej szczęśliwy, nawet jeśli chodziłoby o smutne sprawy. Mógłbym powiedzieć "W końcu nie jestem sam."

Ludzie pewnie nie doświadczyli dokładnie tych samych uczuć co ty, ale kiedy słuchają "a deeper...", mogą powiedzieć: "Tak, mógłbym byc w twojej sytuacji. Rozumiem co mówisz i co czujesz."
Johan: Szukałem, lecz jeszcze nie odnalazłem. Reszta zespołu zapewne jest daleko od tekstów. Oni pewnie by nie... są wesołymi facetami, innymi niż ja. Może to i dobrze. Z nimi jest łatwiej gdy jedziemy w trasę, patrzą na wszystko pozytywnie, przez cały czas, więc jest wesoło gdy jedziemy razem w autobusie.

Mówiłeś o tym jak mogą reagować ludzie słuchając tej płyty. Jak powiedziałeś, prawdopodobnie nie jest ważne czy ktoś się z nią utożsamia czy nie. Ale są ludzie, którzy absolutnie pokochają ten album. Są też fani death metalu i to prawdopodobnie od nich wysłuchiwałeś opini w ciągu kilku tygodni. Fani którzy słuchają "a deeper... " po raz pierwszy mogą mieć problemy, jeśli nie są otwarci na nowe nurty. Powiedzą: "Ok, nie mogę sluchać keyboardów". Wiemy, że jest część prawdziwych "keyboard-haters" (to ci ktorzy nienawidzą organów- przyp. Sachmecik).
Johan: Hm, jeśli ograniczysz się do bycia "keyboard-hater", wtedy będiesz miał problemy z odnalezieniem nowej muzyki, ominie cie wiele dobrego materiału. Jeśli ludzie słuchają muzyki ponieważ się nią interesują, wtedy nie sprawia im żadnego problemu nowy, inny materiał. Chcesz słyszeć rozwój, ale są tacy którzy lubili nas parę lat temu, lecz teraz już nie lubią, tak się zawsze będzie działo. Dla mnie ważne jest co inni myślą, o jest nasza publiczność, ludzie którzy kupili nasze płyty, to właśnie oni powalają mi dalej tworzyć. Czuję, że jestem im coś winien. Lecz jedyne co mogę zrobić, to być szczerym z nimi. Byłbym szczęśliwy gdyby fani z poprzedniej płyty zostali z nami również na tej. Jeśli się im ona spodoba, to byłoby by już bardzo dużo. A kiedy ktoś mówi, że ten album jest do dupy (wybaczcie mi to- przyp. Sachmet ;)), wtedy moge powiedzieć: "W porządku, nie musisz tego słuchać", ale jestem dumny, że są ludzie którzy nas lubią.

Wspominałeś, że wyruszacie w dość długą traseę, będziecie gwiazdą Dynamo Open Air. Gdzie jeszcze zagracie?
Johan: Tak, zagramy na kilku festiwalach w lecie, jest to jedyna pewna rzecz - zagrać na tylu imprezach na ile nas zaproszą.

Ale potem ruszacie we własną trasę?
Johan: Po festiwalach? Tak.

Jedno pytanie, które nie daje mi spokoju, Sumerian Cry - gdzieś przeczytałem, że zamierzacie wydać to jeszceze raz.
Johan: Pierwszy album? Ma być wznowiony. Tak jest zawsze, gdy wydaje się nową płytę, to te starsze też mają swoich odbiorców, nie wielu, ale zawsze to coś, zresztą sam nie wiem......

Cy możemy porozmawiac trochę o lirykach?
Johan: Tą płyta nie jest koncepcyjną, jest na niej wiele różnych wpływów. Już kilka z nich omówiłem, spsób w jaki patrzę na niektóre sprawy, to co jest najważniejsze wyrażam w wiekszości utworów. I to rozstanie z kobietą i wszystko inne- to na mnie wpłynęło. Miałem okropny tydzień, kiedy postanowiłem popracować z rzeczami, których nie lubiałem w swoim życiu. Poromawiałem z dziewczyną i rozstaliśmy się. Skontaktowałem się z basistą (Johnny Hagel) i powiedziałem mu, że tak już nie mogę, że muszę zrobić to po swojemu. Skontaktowałem się z menadżerem, aby umówił mnie z nowym producentem, przyszedł do mnie parę dni później, zamówliśmy studio i wtedy zaczęlisym pracować nad utworami. To była drastyczna zmiana., byłem przez rok w domu, relaksując się i odpoczywając i nagle poczułem coś jak: "Nie wiem jak sobie z tym poradzić, a teraz to zmienię". Zatem te wszystkie rzeczy miał wpływ na płytę. Jest tam mowa o stosunkach, nie tylko pomiędzy mną, a kobietą, ale także pomiędzy mymi przyjaciółmi, o tym jak sobie radzę z różnymi kłopotami- wyjeżdżając, podróżując dość długo, ale kiedy wracam do Szwecji... Tam się nic naprawdę nie dzieje, kiedy spytasz kogoś on ci odpowie "Nic się nie działo", ale wiele rzecy się zmienia w ciągu tego czasu, a ty... coraz trudniej jest wrócić, czujesz jakbyś nie pasował do żadnego miejsca na ziemi, to jest czasami trudne.

Zatem to jest coś jak terapia?
Johan: Tak, jest też tam parę innych rzeczy, są piosenki o inncyh doświadczeniach, jak na przykład z narokotykami. Ale zaznaczam, że nie promuję w ten sposób nakrotyków czy coś w tym stylu. To jest osobista wizja. Nie będę mówił czy są one dobre czy złe, o tym muszą decydować inni ludzie. Doktor czy student medycyny mógłby odpowiedzieć na to pytanie, ale ja musiałem o tym napisać.

Wydaje mi się całkowicie oczywiste, że skupiasz się na snach, działo się tak na poprzednich albumach i jest tak nadal - nie tylko z powodu tytułu płyty. Nawet gdy jesteś świadomy, nie śpisz zdarzają się różne stany umysłu, które można porównać do snów.
Johan: To właśnie cały czas robimy - śnimy. Zawsze gdy przez głowę przechodzi nam najmniejsza myśl to... to jest w jakiś sposób powiązane z tym co chcemy osiągnąć. My poprostu śnimy i sądzę, że większość ludzi, a może nawet wszyscy , żyją tylko po to, aby spełnić swe sny, marzenia. Jeśli nie masz tego co byś pragnął, w ostateczności możesz o tym pomarzyć.

Ależ to jest to co ludzi motywuje.
Johan: Dokładnie. Jest to najprawdziwsza prawda. Żyję głównie dla marzeń i to one doprowadziły mnie do mojej dzisiejszej pozycji, wkładam całego siebie w muzykę. Dzięki nim osiągnąłem kilka rzeczy. Widziałem jak sny się spełniają, to nie było interesujące, ale kiedy już się to stało zaraz po tym miałem kolejne i kolejne marzenia.... jest to bardzo ważna rzecz, która popycha mnie wciąż naprzód.

..::] Wstecz [::..





Dzoj.pl