Strona Główna
Biografia
Dyskografia
Wywiady
Recenzje
Teksty
Fotografie
Tabulatury
Download
M P 3
Linki

FanClub
Sklepik
IRC

Forum
Księga Gości
Kontakt



..:]Recenzje[:..


TIAMAT

Skeleton Skeletron

Skeleton Skeletron Cover

Płyta Miesiąca

Odsłona numer sześć muzycznego spektaktlu Johana Edlund. Nie wiem, czy jestem w stanie słowami ocenić autentyczną wartość tej płyty, skoro tak naprawdę twórczość Tiamat od wielu lat wymyka się wszelkim szufladkom i trendom... Bez wątpienia jest to najbardziej gotycki album zespołu, w jakiś sposób nawiązujący do autorytetów Sisters Of Mercy i Pink Floyd. Jednak nadane tej płycie wyłącznie takiego wymiaru, w pewien sposób wyrządza jej jakąś krzywdę. Johan bowiem jest na tyle wszechstronnym kompozytorem i teksciarzem, że zawężanie kreatywności Tiamat do tych dwóch, wielkich zespołów nie jest najbardziej trafne. "Skeleton Skeletron" emanuje niezwykle mroczną, zagubioną gdzieś poród szaleństwa schyłku wieku atmosferą, dając w swej treści najbardziej głębokie i najbardziej wewnętrzenie bliskie osobie autora dźwięki. Płytę rozpoczyna "Church Of Tiamat", natychmiast też jesteśmy świadkami natchnionego śpiewu Johan'a, do którego powoli dołącza cały zapół i... zaczyna się. Pierwszy utwór, po prostu miażdży swym monstrualnym, przytłaczającym i wszechpotężnym klimatem. Fantastyczna rytmika, odarta z jakichkolwiek emocji, po prostu kolejne uderzenia brzmią bardzo głucho a zarazem potężnie. Zaraz po nim wydawać by się mogło, że komercyjny, ale mimo wszystko niezwykle zapatrzony w Sisters Of Mercy, z podkładem śpiewającej oraz pobrzemiewającej gdzieś w tle sitarami "Brighter Than The Sun", numer z pewnością mało wesoły, choć w zestawieniu z resztą płyty bardziej dynamiczny. W sumie dobry kawałek. Dalej jest rozpoczynający się jak dyskotekowy szlagiem z lat 80-tych "Dust Is Our Fare". Lekko chóralny głos Johana, numer z niezwykle charakterystycznym refrenem, niezwykle wbijającym się w skromnie, mający w sobie coś nachalnego, coś natrętnego.... Jest w tym numerze taki fragment, w którym Johan śpiewa mroczniej niż black metalowcy, z jakąś pasją i niezrozumiałą matywacją. Chwila przerwy, delikatna gitara, podparta znów mechanicznie brzmiącą sekcją i pojawiającymi się momentami klawiszami. Tu głos Edlunda brzmi niesamowicie czysto, choć również tu jest on o krok przed muzyką, jakby będąc jej przewodnikiem. Jesteśmy przy "To Have And Have Not", bardzo wygaszonym, lekko tradycyjnym kawałku, w którym słychać trochę elementów progresywnego sympho-rocka. Ważnym elementem tego kawałka jest gitara basowa, mocno potęgująca jego nastrój, wraz z każdym szarpnięciem struny niczym uderzeniem serca. "For Her Pleasure", ten kawałek ma wielewspólnego z Tiamat, trochę przypominać może Pink Floyd z "Division Bell", a gitara jest jego głównym elementem, stanowi jesgo szkielet i wyrocznię. Edlund jak zwykle delikatny gdzie trzeba, i natchniony z tam, gdzie to doskonale komponuje z dźwiękiem, bardzo dobry utwór. Później chwila przerwy w postaci instrumentalnego "Diyala", brzmiącego jak cofająca się płyta, kilka uderzeńprzechodzących w konstruktywny rytm i mamy... "sympathy For The Devil". W zasadzie to dla mnie osobiście numer ten znaczy dla tej płyty tyle co nic, zresztą w porównaniu z Tiamat, Rolling Stones wypada jak biedne zero, ale nie można odmówić Edkund'owi odwagi i pomysłu. Choć w sumie wolałbym, żeby zamiast "Sypathy For The Devil" na "Skeleton Skeletron" znalazł się inny kawałek... tym bardziej po takim przerywniku, chłonę "Best Friend Mony Can Buy" jak gąbka w wodę, zresztą nie tylko dlatego. Ten kawałek jest niesamowity, z delikatnym pianinem wspierającym głos Edlunda, który w tym kawałku śpiewa jakoś... niesamowicie ... nieprawdopodobnie. Nie jestem w stanie tego opisać, ale włosy stoją mi na nogach i rękach z podniecenia. Tiamat jest niesamowitny, posiada w sobie jakiś narkotyczny trans, to nie jest zespół dla pieprzonych heavymetalowców (bez urazy). Jeśli się tej muzyki nie słucha z uwagą, traktując ją jak kolejny zespół klimatyczny, to g... z tego. "As Long As You Are Mine", numer nieco bardziej zdecydowany, nadal jednak tak samo natchniony, niemal na jednym riff'ie, bez podtekstów, bez mentalnej przemocy, chyba dobry na koncerty poprzez swój rytm i mocne gitary. Nie ma w nim już tego patosu "The Ar", ale jednak ... dochodzimy do wieńczącego płytę "Lucy". Gitara basowa, a zaraz potem cała ściana klawiszy zalewająca umysł. Edlund niemal wypowiada tekst kawałka a jego głos odbija się od przestrzeni i powraca w jakiejś strasznej mutaji. Trochę sampli, dzięki którym temperatura utworu niema spda do zera, jednak przede wszystkim "parapet", do którego dochodzi kłujące umysł pianino, jakiś chaos pośród subtelności, coś co ciężko opisać. Potęga i majestat, przestrzeń i niewysłaiona rozkosz obcowania z dźwiękiem... jeszcze kilka taktów perkusji, kilka słów i... "Skeleton Skeletron" dobiega końca... W zasadzie to nie wiem, co powiedzieć jeszcze. Tiamat należy do tej grupy zespołów, które swą muzyką powodują coś, co ciężko definiować. To już nie jest tylko muzyka goth czy doom. Tiamat to pulsujące serce w otwartej klatce piersiowej, to coś, czego wytłumaczeniem powinni zająć się psychologowie, a nie dziennikarze muzyczni. Absolutnie...

Dar(e)k

..::] Wstecz [::..





Dzoj.pl